Edynburg: pierwsze wrażenia

Edynburg: pierwsze wrażenia

“Trzy dni, ile to jest!” można rzec. Owszem, nie jest może to szmat czasu, ale wystarczająco długo, żeby sporo się wydarzyło. Przez pierwsze trzy dni w Edynburgu zdążyłem już zwiedzić najpiękniejszy park jaki w życiu widziałem, a także zgubić paszport.

Chwile zachwytu: Holyrood Park

Dzień przylotu. Wysiadam z samolotu przekonany, że będzie mgliście, zimno i deszczowo. Przecież to Szkocja, a “tam nic tylko szaro, buro i ponuro” nieustannie powtarzano mi w Polsce. Więc ubrany w kurtkę i uzbrojony w pelerynę przeciwdeszczową w plecaku wysiadam, a moim oczom ukazuje się bezchmurne, błękitne niebo, upał wcale nie mniejszy niż w Polsce, z której zwykle uciekam, gdy tylko temperatura przekroczy trzydziestkę.
No, ale co by tu nie mówić, w Szkocji bezchmurne niebo to faktycznie rzadkość, więc po dotarciu do hostelu postanawiam, żeby bezzwłocznie ruszyć na Arthur’s Seat, największe wzniesienie w okolicy (247 m n.p.m.), skąd w słoneczne dni można oglądać piękną panoramę Edynburga.

Wyruszam z hotelu i choć wszystko jest dla mnie nowe to nie gubię się, od razu trafiam do Holyrood Park (gdzie znajduje się Arthur’s Seat). A to dlatego, że w Edynburgu są widoczne zewsząd obiekty ułatwiające orientacje w terenie, czyli dwa wzgórza – cel mojej wędrówki, Arthur’s Seat i wzgórze zamkowe, które z potężną basztą na szczycie robi olbrzymie wrażenie i z pewnością je jeszcze odwiedzę. Powoduje to, że możemy bez żadnego kłopotu trafić na starówkę, Royal Mile, czy Holyrood.

Holyrood Park śmiało może startować na najpiękniejszy park miejski nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale i w Europie. Jeśli mam być szczery, to czułem się bardziej jakbym był w parku narodowym, a nie miejskim. Klify, skały, rozległe tereny czy wreszcie wygasły wulkan. To wszystko tu znajdziecie, ale prawdziwą perełką są widoki jakie roztaczają się ze wzgórz. Edynburg oglądany z Arthur’s Seat wygląda naprawdę bajecznie i siedząc na trawce, na zboczu tego wzniesienia, wcinając Double Deckera (angielska krzyżówka Liona i Marsa) poczułem właśnie tę chwilę zachwytu.
Sama nazwa Arthur’s Seat w dosłownym tłumaczeniu na polski to „stolec Artura”. Jednak słowo stolec nie oznacza w tym przypadku tego o czym znakomita większość z was pomyślała, ale jest synonimem tronu, krzesła. Stolec Artura jest niezwykłym wzgórzem nie tylko ze względu na nazwę, ale też dlatego, że jest tak naprawdę wygasłym wulkanem, a ścieżka prowadząca na jego szczyt pokryta jest pomarańczową skałą wulkaniczną. Niestety na samym szczycie Arthur’s Seat nie było klimatycznie. Był natomiast tłum ludzi i grupa grupa rozwrzeszczanych nastolatków z obozu rugby, która na dodatek zaczęła kopać swoją kanciastą piłkę. Jeśli wybieracie się do Holyrood Park to radzę wam nie pchać się na szczyt Arthur’s Seat, ale przycupnąć gdzieś w zacisznym miejscu na jego zboczu.

Nie byłbym sobą gdybym nie napisał o ptakach jakie spotkałem podczas godzinnego marszu na górę. W Holyrood Park natknąłem się na dzwońca, drozda śpiewaka, makolągwę, czarnowrona i mewę srebrzystą. Ten temat wymaga dogłębnego wyczerpania w postaci kolejnego posta, jednak zanim go napiszę muszę odbyć kolejne eskapady do tego miejsca.

Chwila grozy: jak zgubiłem paszport

Zanim przeprowadzę się do rodziny goszczącej mnie w ramach English School, mieszkam w hostelu. Choć jest to jeden z najtańszych noclegów w Edynburgu, to warunki są wcale niezłe, choć na przykład brak dostępu do ciepłej wody trzeba zapisać noclegowi na minus. No ale w końcu zimny prysznic jeszcze nikomu nie zaszkodził.
Melduje się w hostelu koło godziny 14. Około 18 decydujemy się wraz z Łukaszem, moim bratem, że wybierzemy się na miasto, aby obejrzeć edynburską starówkę. Pakujemy najpotrzebniejsze graty – aparat, przewodnik, lornetkę (bez niej jak bez ręki); nagle Łukasz pyta się gdzie są nasze paszporty, bo nie może znaleźć.
“No jak, pakowałem w tę niebieską teczkę ,przecież” odpowiadam.
“W plecaku jej nie ma, kurczę, a jeśli została w recepcji hostelu? Przecież jak się wymeldowywaliśmy to wyciągałem.”
Normalną reakcją byłby strach i zdenerwowanie. Paszporty i bilety zostały na kilka godzin na stole w recepcji najtańszego hostelu w mieście. Wierzyłem w uczciwość recepcjonisty, ale problem był w tym, że w “recepcji” każdy gość hotelowy, (większość wyglądała jak żywcem wyjęta z filmu “Trainspotting”) mógł ją bez problemu zasunąć. Ale na mnie słowa Łukasza nie zrobiły wrażenia, no może poza lekką irytacją. Dlaczego? – spytacie. Ano dlatego, że powiedział to Łukasz – osoba która uwielbia żarty. Dodatkowo Łukasz szczególnie upodobał sobie żarty typu wkręcania drugiej osoby, a z szczególnym upodobaniem wkręca mnie. Można powiedzieć, że na 10 zrobionych kawałów, ofiarą dziewięciu jestem ja.
Dlatego nie zrobiło to na mnie wrażenia. Był to dla mnie tylko kolejny dowcip, ale nad wyraz słaby, z lekkim zadowoleniem stwierdziłem, że od razu przejrzałem wysiłki kompana. Ale Łukasz nie chciał wycofać się ze spalonego już żartu, przerzucał rzeczy w mojej walizce, w końcu zeszliśmy do recepcji. Przyznam się, że zacząłem odczuwać już lekki niepokój, ale w recepcji zagrałem swojego asa z rękawa.
“No dalej, pytaj się” mówię do Łukasza i oczami wyobraźni widzę już, jak ten się uśmiecha i wyjmuje zza pleców niebieską teczkę z dokumentami.
“Did you see blue notebook? We left it here a few hours ago” mówi, a mi opadła szczęka.
Myślę co teraz, recepcjonista pokazuje jakąś zieloną siatkę, a my kiwamy, że to nie to.
“Bez paszportu! Jutro jadę do mojego hosta, bez dokumentu nie przyjmą mnie na English School, jak ja wrócę bez dokumentu!”
Recepcjonista na wieść, że w teczce były paszporty i bilety powrotne zaczął z większym zaangażowaniem przetrząsać swój kantorek, wyciągając jakieś kartki, siatki i kalendarzyk. Przypominał mi Marka Rentona poszukującego ostatniej działki smaku, który gdzieś się zapodział.
“No to po wakacjach” myślę.
Nagle recepcjonista wydobywa plastikową, niebieską teczkę, którą Łukasz nietrafnie nazwał notebookiem. Trudno opisać moją ulgę; możecie sobie wyobrazić, jakie problemy miałbym, sam w Wielkiej Brytanii, gdzie moim jedynym dokumentem tożsamości byłaby legitymacja szkolna.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.


%d bloggers like this: